,,Aš esi tu” – jesteś mną

 

           

Postawmy sprawę jasno. Jest tak: powstają średnio dwie produkcje w ciągu roku. I to są dwa filmy, które muszą skumulować litewskiego ducha, zawrzeć go w iluś tam zdjęciach, paru młodych aktorach-talentach pod banderą znanych reżyserów. Kinematografii nie stać na wpadkę, chociaż nikt nie liczy, że te filmy coś zmienią. Na ogół jest mało dialogów, bo im wyżej na północ, tym częściej myśli się obrazami, na przykład: nie ma już słowa ,,wolność”, tylko, jak u Vildžiūnasa, domek na drzewie w sercu puszczy. Oczywiście można narzekać, że ciągle ta przyroda, że to już przesada, że to jak piętno, ale za każdym razem coś w tym jednak urzeka.

 

,,Aš esi tu” to film wspomnianego już Vildžiūnasa, ale paradoksalnie nie będzie o filmie, ale o tytule. Bo tytuł w tym przypadku, daje chyba więcej do myślenia niż obraz. W kontekście geograficznym można powiedzieć, że każdy Litwin ,,jest mną”, no bo przecież to sąsiad. Ale jak wiadomo z sąsiadami różnie bywa, a najlepsi są ci, którzy jak cienie przemykają przez klatkę schodową, nie pytając o nic, nie mówiąc ,,dzień-dobry”. No najgorzej jest w windzie i wtedy faktycznie można poznać wszystkie wgłębienia na suficie, dowiedzieć się, że M + K = WM i że ,,Legia najlepsza jest”.

 

Powiedzmy to otwarcie: najtrudniej jest spojrzeć w oczy, ale nawet nie sąsiadom, tylko sobie. Chyba stąd pracoholizm. Jeżeli zostawimy sobie mało czasu, mózg z czasem odzwyczai się od stawiania trudnych pytań, a pozbawiona energii czerwona lampka ,,stand by” przestanie się palić. Dziś nie opłaca się mieć alter ego, oszczędniej jest być pojedynczym, a już najlepiej być singlem. I wszystko mieć po jednym: jeden kubek, jeden talerz, jeden widelec, jednoosobowe łóżko i wczasy tylko dla jednej osoby. Jakby XXI wiek nie znosił kopii i ciągle wierzył w cudowną moc oryginału, wbrew wszystkiemu i na przekór. Ale przyroda nie znosi jedynek, bo brak dla niej sensownego wyjaśnienia; może po prostu człowiek rządzi się inną logiką.

 

,,Jesteś mną” – ty, czyli kto? Google odpowiada, że to tekst kolejnej piosenki i całą sprawę sprowadza do banału. Czasownik ,,być” to w końcu pierwsze słowo, które odmienia się na lektoratach wraz z zaimkami osobowymi. Po litewsku: aš esu – ja jestem; tu esi – ty jesteś; jis, ji yra – on, ona jest; mes esame – my jesteśmy; jūs esate – wy jesteście; jie, jos – yra – oni, one są. ,,Bycie” jest więc fundamentalne, ale ,,bycie” w jednej kompletnej osobie. Każde alter ego jest postrzegane jako niebezpieczna dezintegracja, pływanie po peryferiach, krok od szaleństwa.

 

Czasem się jednak wyjeżdża i zostawia wszystko. Bierze tylko szczoteczkę do zębów, bieliznę na dwa, może trzy dni, ciepły sweter, coś od deszczu i okulary przeciwsłoneczne, gdyby była ładna pogoda. Wyłącza się telefon, pieszczotliwie chowa laptopa do torby i wrzuca pod biurko. Koleżankę z klatki obok prosi o podlewanie kwiatów, a kota wywozi do rodziców, którzy nie są zachwyceni. Najlepiej udać się do głuszy albo do miejsca, gdzie mówi się w kompletnie niezrozumiałym dla nas języku, o do Finlandii na przykład. Trzeba tak zrobić, żeby zacząć od nowa słyszeć: jak serce miarowo odmierza te swoje 100 na minutę, jak żołądek dyskutuje z resztką sałatki z tuńczyka, jak wiele spraw w naszych wnętrzu załatwianych jest bez naszej wiedzy i jak niewiele ma to wspólnego z romantycznymi opisami Cortázara.

 

A potem nagle słyszy się siebie. Siebie w samym środku, siebie zmaterializowanego wewnątrz, bez chrypki po wielu latach palenia. Czysty głos opowiada nam o nas samych w trzeciej osobie. Narracja płynie między ,,ja” i ,,ty” niezakłócana zbędnymi słowami, grzecznościowym: jak się Pan/Pani czuje? Co u Pana/Pani słychać? Stawiane pytania  są ważne i potrzebne. Bez nadęcia i bez poczucia wstydu, że ktoś postronny usłyszy, dlatego trzeba wyjechać daleko, jak najdalej. Później można to już robić w domu albo na ulicy. Nikt nie zauważy, że mówimy do siebie, zawsze możemy udawać, że rozmawiamy przez zestaw głośnomówiący, możemy założyć słuchawki.

Zatrzymaj przypadkową osobę na ulicy i zapytaj: jesteś mną?

No jesteś?

 

 

PS

Ona po litewsku to polskie imię Anna. Jonas Mekas nazwał swoją córkę Oona. Może to hołd złożony Yoko Ono, litewskiej Annie i uwielbienie dla tego pierwotnego okrzyku wyrażającego  zachwyt i zdziwienie  ,,ooooo” w jednym? Ja, Ty, On, Ona. Ann.

 

 

Urszula Jaworowska