Gdzie się podziała klapa od pianina?
Obserwator trzeciego stopnia zaobserwował peta błysk na krawędzi sektora upadłej galaktyki oznaczonej symbolem RZ9.
„Nic z tego nie będzie” – powiedział sam do siebie.
„Tak jak mówił Główny Nawigator, w tym regionie raczej nie warto spodziewać się jakiegoś spektakularnego rozwoju fraktali życia. Zaledwie poziom czwarty z dziewięciostopniowej skali dla form pośrednich.” – westchnął.
To miał być szczwany sposób na załatwienie porachunków z tymi bękartami z USA. Najbardziej wtajemniczony krąg władz KGB zacierał ręce. W końcu znaleźli pomysł na rewanż za kryzys kubański, który ośmieszył ich w oczach świata. Bomba atomowa ukryta w fortepianie, który (rzekomo niezbędny) dotarł właśnie do Waszyngtonu z okazji koncertu moskiewskiej orkiestry symfonicznej, miała zmieść to miasto z powierzchni Ziemi.
Cicha zemsta agentów, bo przecież sprawca na zawsze pozostanie nieznany.
Przeciek z ostatniej chwili mógł odwrócić losy tej akcji. Jako agent do zadań specjalnych dotarłem helikopterem na dach waszyngtońskiej Filharmonii. Zaledwie piętnaście minut wcześniej spałem.
Teraz zbiegałem schodami w dół.
„Wyłącznik bomby jest ukryty w klapie pianina” – brzmiał przekaz z Moskwy.
Wbiegłem do magazynu instrumentów. Bezradnie rozglądałem się dokoła. Pośród instrumentów nie było pianina. Pudła z dęciakami, bębnami, fortepian, nawet wielka harfa. Ale gdzie jest pianino?
„Gdzie jest ta cholerna klapa od pianina?” – tłukło się w mojej głowie, gdy nagle zajaśniała w niej pewna myśl.
Jej światło obiegło po chwili cały kwartał miasta, a termin „akcja odwetowa” dopełnił reszty.
Adam Kiełsznia
(tekst został wyróżniony w 9. konkursie na miniaturę literacką, który odbył się
20 stycznia br. w Spółdzielni Literackiej w Sopocie)