Naruszona struktura

 

 

Jeśli zapytam cię, czym zajmuje się twój ojciec, odpowiesz pewnie, że jest prawnikiem, lekarzem, taksówkarzem, spawaczem, dekarzem, lub urzędnikiem. Jeżeli jesteś jeszcze mały, prawdopodobnie nieco ubarwiając rzeczywistość stwierdzisz, że jest piłkarzem, pilotem lub strażakiem. Tak czy inaczej, mojego zawodu prawdopodobnie nigdy nie wymienisz, ponieważ tym, co robię, zajmuje się niewielka garstka ludzi i wierz mi, że nie ma wśród nich twojego ojca.

 

Do pracy jeżdżę nierzucającym się w oczy samochodem. Zostawiam go codziennie na poziomie nieco powyżej ostatniego piętra parkingów miejskich. Pracuję raczej w ustalonych z góry godzinach. Czas wolny wykorzystuję przede wszystkim na odpoczynek. Szczegółowe opisywanie, co wówczas robię, nie zajęłoby więcej niż jedną linijkę i nie uczyniło tekstu, który czytasz ani trochę bardziej ciekawym.

 

Gdzie zatem pracuję, możesz zapytać, i będzie to pytanie całkiem zasadne po dwóch niejasnych akapitach, którymi rozpocząłem naszą rozmowę.

 

W Biurze Spraw Niedokończonych (na pieczątkach i naszym budynku znajdziesz skrót BSN), zajmujemy się tym, co zostawia po sobie człowiek w momencie, który dla ciebie jest pewnie zupełną abstrakcją, twoim rodzicom uświadamia, że powinni zacząć o siebie dbać, a dla twoich dziadków jest czymś, z czym z każdym dniem coraz bardziej się oswajają.

 

W czasie, który człowiek dostaje do wykorzystania (czasem jest to kilka miesięcy, czasem kilkanaście lat, a niekiedy ponad sto), stopniowo buduje wokół siebie sieć powiązań - nitki, żyłki, za pomocą których łączy się z innymi ludźmi. Tworzy się wówczas coś na kształt złożonej struktury i wyrwanie z niej jakiegokolwiek elementu powoduje uszczerbek na reszcie. Pisał o tym pewien Anglik, z kolei amerykański prozaik umieścił jego cytat we wstępie do swojej książki, którą chciałbym, abyś niebawem przeczytał. Rodzina, przyjaciele, znajomi, współpracownicy, przypadkowo spotkani ludzie, sprawy rozpoczęte, przedmioty codziennego użytku, sprzęt sportowy, samochód, kolekcje, książki -  wszystko to, wraz z umysłem i ciałem, buduje człowieka i w momencie, o którym ci mówiłem, wygląda jak pokój, z którego na chwilę ktoś wyszedł - pomimo nieobecności właściciela, jeszcze przez jakiś czas żyje własnym życiem.

 

Sprawy niedokończone, nad którymi pracuję, to m.in. niewykonane rozmowy telefoniczne, nieoddane rzeczy, słowa które powinny były paść, a nie starczyło na nie czasu, przekładane w nieskończoność telefony do rodziców, listy (te napisane i czekające na wysłanie oraz te, na które najpierw jeszcze trzeba odpowiedzieć) oraz dziesiątki innych, na których wymienienie nie starczyłoby mi czasu, a tobie cierpliwości.

 

Na przykład Mateusz. Obiecał przewieźć ojca motolotnią, więc trzeba to  zorganizować. Jest nieoddany Remarque do biblioteki miejskiej w Zielonej Górze, niezapłacony rachunek telefoniczny i dość wysoki mandat za prędkość. Wreszcie jest sporo rzeczy, które po pewnym czasie (bo to zawsze wymaga trochę czasu) trzeba będzie pomóc rodzicom posprzątać, rozdzielić i porozdawać.

 

Jest też Joanna: zająć się synem, powiadomić ludzi z klubu seniora na jednym z gdańskich osiedli, dokończyć haft serwetek dla córki.

 

Takich spraw w ciągu tygodnia mam dziesiątki. Niektóre z nich zajmują mi kilka minut, niektóre kilka godzin, a nad niektórymi siedzę kilka dni. Są też takie, z którymi sobie nie radzę.

 


Kamil Kaczmarski

kkaczmarski@zojcem.pl