Perfumy (opowiadanie)

 

 

1

 

To był ktoś z kim najpierw było mi ciepło i bezpiecznie, nie mowy było o czymś, co rodzi dzieci, ani wydziela śluzy, takie w których przyszłość jakoby powstać by mogła. Najpierw nie wiem co było, bo zaniedbałam się troszkę, ale potem właśnie o pot chodziło. Zostałam na kanapie albo łóżku z chłopcem. Na pewno był w samych gajtkach i miał kudły na klacie. Jak z bratem z nim postępowałam. Czasem gdy na niego wchodziłam, noga mi się zsunęła i mocniej go przetarłam, a czasem moja pacha dotknęła spoconego jego uda. Gdy coś pociągnęło moje ciało, jakoś w kierunku ćmy, a może pozytywki to on bach! Wziął jakiś to intensywny perfum i zaczął wylewać go na siebie, na te kudły, na ramiona, jakby szykował się, ja nie wiem, jakby był papierkiem testowym, tak się spsikał, że przestawało się widzieć w nim człowieka. Leżący flakonik z kudłatą klatą.

- Co robisz?

- Jak to co?! To chyba lepsze niż wąchanie smrodów!- i patrzy na mnie jak dziwadło co się dziwi.

- Co ty? Trochę tak, ale nie więcej! Żeby po klatach oblewać się mdłymi chemikaliami?

- No a jak to zrobić inaczej. Ciało cuchnie tak strasznie, każda jego część tak strasznie cuchnie.

- Czasem coś capi, ale całe ciało, ciała pięknie pachną. A ty jesteś teraz suchoklejący i mdlący!

- A ja nie wiem co teraz.

 

 

2

 

Grupa ludzi na wakacjach. Mężczyźni opakowani w atletyczne klaty,     kulturyści. A to moi koledzy i moja grupa. Na tarasie podczas gry. I gra   była przerywana, gdy ktoś kto się nie pojawił, coś nie tak dla gry i zdrowego życia uczynił - to była chyba kobieta. Ja nie miałam Partnera, a jeden taki okaz blond zostawał ciągle bez pary. No to oferowałam, że grać chcę, więc możemy grać razem. A on, że nie, że teraz już nie. I znowu graliśmy jakby sceny nie było. Atletyczne klaty na jednym tarasie, w tym samym czasie. Błyszczące skóry, cudowni chłopcy – jak z plakatów. I dzieje się coś nie tak, po za kadrem i chyba dzieje to kobieta. Więc znowu pan jeden bez pary został. To ja się oferuję, że mogę bawić się z nim. Pewnie. A on na to, że już nie.

 

 

Katarzyna Bartkowiak