Lepiej być mądrym i uczciwym
Kiedy rodziców nie ma w domu, dzieci lubią się bawić w doktora - taka niby niewinna zabawa, aczkolwiek z podtekstami, które sprawiają, że rzadko jest polecana i aprobowana przez
opiekunów. Bardziej stosowna jest ciuciubabka czy "policjanci i złodzieje". Dorośli także lubią
bawić się w diagnostów, tylko jak już się znudzą somatyczną stroną wszelkich
dolegliwości, bardzo chętnie wcielają się w wybitnych psychologów. "No bo
Lucjan to jest taki, bo ma problem z czymśtam", a "Lucyna to ona ma
kompleks i z tego kompleksu to ona nie może sobie poradzić z Cześkiem".
Chęć opisu innych jest równie silna jak pragnienie wody mineralnej w upalny
dzień. Oczywiście nic w tym zdrożnego i zaskakującego – żyjemy przecież w środowisku społecznym i od tego, jak będziemy się w nim orientować, zależy
bardzo wiele. Dobrze wiedzieć, komu można zaufać, komu w trakcie urlopu
powierzyć klucze do mieszkania, aby podlewał kwiatki oraz to, z czyjej strony
możemy się spodziewać nieprzyjaznych gestów. Niestety, jak to zwykle w zabawach
bywa, co podwórko to inne zasady. Rzadko więc oceny dokonywane są w sposób
racjonalny i rzetelny, często przy ich wydawaniu górę bierze afekt i przypadkowe przesłanki. Warto przyjrzeć się zasadom, jakie rządzą ocenianiem ludzi
na dwóch wymiarach – sprawności i moralności.
Wymiar sprawności opisuje cechy takie jak np. inteligencja, skuteczność,
spryt, szybkość, zaradność, gospodarność itd. Możemy zauważyć, że te cechy
przekładają się na to, czy osoba, która je posiada, może odnieść sukces w życiu. Dobrze być szybkim i sprytnym piłkarzem albo zaradnym i inteligentnym
przedsiębiorcą. Nic natomiast te cechy nam nie mówią o uczciwości czy etyce
działań danej osoby. Stąd do dopełnienia oceny konieczne jest prowadzenie
drugiego wymiaru – moralności. To cechy opisywane w tym zakresie mówią nam tak
naprawdę, czego możemy się spodziewać po danej osobie, czy jest ona skłonna
użyć swojej sprawności przeciw nam, czy może chce nam jakoś pomóc. Aby nie
używać zbyt naukowych słów, możemy powiedzieć wprost, że ludzie dzielą się na
inteligentnych i głupich (wymiar sprawności) oraz dobrych i złych czy uczciwych
i nieuczciwych (wymiar moralności). W ten sposób powstają cztery główne typy
"osobowości". Pierwszym są jednostki plasujące się wysoko na obu
wymiarach, czyli osoby mądre, inteligentne a zarazem uczciwe i dobre – dobrze
mieć takich przyjaciół – nie dość, że są to osoby działające w dobrej wierze,
to jeszcze zwykle w tych działaniach odnoszą sukces. Drugim typem są osoby,
które są także opisywane przez pozytywne cechy moralne, lecz niestety nie
posiadają wysokich kompetencji sprawnościowych, potocznie często się o nich
mówi "to dobry chłop, głupi, ale dobry". Trzecia kategoria to osoby,
które nie dość, że nie posiadają takich cech jak dobroć czy uczciwość, także
niestety (a może właśnie na szczęście) nie grzeszą swoją skutecznością - wiemy,
że mogą działać niemoralnie, mogą chcieć wyrządzić nam krzywdę, ale nie mają ku
temu żadnych możliwości, nie potrafią skutecznie tego zrobić. Najniebezpieczniejszym
typem są osoby inteligentne i sprawne, lecz działające w złej wierze i niestroniące od nieuczciwych rozwiązań. Takimi osobami ludzie zwykli się
brzydzić najbardziej, zdecydowanie są to najgroźniejsi przeciwnicy (w
odróżnieniu do trzeciego typu – „nieuczciwych głupków”). No chyba, że są po
naszej stronie. Ciekawe badania pokazują, jakie cechy są preferowane u własnego
szefa w zależności od tego, jaki charakter ma miejsce pracy. I tak, w budżetówce, gdzie wysokość wypłaty i sukces pracowników zupełnie nie zależy od
wymiernych działań (sławetne: "czy się stoi, czy się leży – dwa tysiące
się należy"), nie liczą się cechy sprawnościowe szefa, ważne tylko, żeby
to był przyjemny i uczciwy człowiek. Z kolei badani zatrudnieni w firmie
prywatnej preferowali szefa nawet nieuczciwego, lecz skutecznego w swoich
działaniach, oceny moralne nie były dla nich ważne. Myślę, że te wyniki
nasuwają bardzo poważne wnioski – coraz więcej jest sytuacji, w których cały
nacisk jest kładziony na sprawność, a etyczność zachowania traci jakiekolwiek
znaczenie. Nieważne, czy jest to dobra osoba, ważne, że fajnie gra na gitarze,
nieważne, że bije żonę, ale że jest skutecznym chirurgiem.
Ogólnie sprawność jest mniej wymagająca, nie panują w niej tak
rygorystyczne zasady. Mówi się, że wymiar ten rządzi się za pomocą inklinacji
pozytywnej. Oznacza to, że swoją diagnozę co do tych cech wydajemy na podstawie
danych pozytywnych – rozwiązał trudne zadanie logiczne, to znaczy, że jest
inteligentny, przebiegł dystans 100 metrów w czasie mniejszym niż 10 sekund,
czyli jest szybki. Porażki w wymienionych powyżej przykładach nie wpływają
znacząco na naszą ocenę – może się nie wyspał i jest rozkojarzony, "to, że
nie rozwiązał zadania, o niczym jeszcze nie świadczy". Poza tym wystarczy
jeden imponujący wynik, aby zostać zapamiętanym jako osoba sprawna. Skoro raz w życiu się udało, to znaczy, że jest potencjał; w innych przypadkach pewnie się
nie starał. Wiadomo przecież, że początkujący gitarzysta nie zagra
wirtuozerskiego utworu, nawet przez przypadek, a więc trafność wnioskowania na
podstawie pozytywów jest uzasadniona. Zupełnie odwrotnie jest w przypadku
moralności. Tutaj na nasze sądy nie wpływają działania pozytywne, ale właśnie
te negatywne. To, że ktoś nawet przez całe życie był uczciwy, o niczym jeszcze nie świadczy,
diagnostyczne jest to, że raz zachował się niegodnie, jedno zachowanie
radykalnie może zmienić obraz danej osoby. Wyobraźmy sobie świetnego biegacza,
który 10 razy wygrywał wielkie zawody, ale na jedenastych nie poszło mu dobrze
i zajął ostatnie miejsce. Czy to zmienia naszą ocenę sprawności tego sportowca?
Raczej nie, a jeśli już, to bardzo nieznacznie. A teraz wyobraźmy sobie
urzędnika, który 10 razy odmówił przyjęcia łapówki, zachowując się uczciwie,
niestety za 11 razem się złamał. Czy nadal jest uczciwy? Oczywiście, że nie.
Tak to wygląda, jeżeli chodzi o ocenę innych. A co z samooceną? Czy tutaj
rządzą te same zasady? Nikogo chyba nie zdziwię, jak powiem, że nie. Otóż ocena
moralności jest kluczowa, jeżeli chodzi o ocenę innych, ale w przypadku nas
samych przestaje mnie znaczenie. Dlaczego tak? Odpowiedź jest tyleż prosta co
zaskakująca – każdy ocenia siebie jako osobę moralną, nawet morderca skazany
prawomocnym wyrokiem. Skoro każdy z nas jest dobry, przynajmniej w swoich
oczach, to czynnikiem różnicującym jest to, jak na tle innych wypadamy w wymiernych sprawnościowych konkurencjach – "czuję się mniej wartościowy,
bo jako jedyny dostałem ze sprawdzianu trzy plus, podczas gdy cała klasa
dostała piątki".
Propaganda sukcesu, piękna, bogactwa a spychanie na dalszy plan uczciwości
czy dobroci niestety nie może pozostać bez wpływu na to, jak będziemy
postrzegać otoczenie społeczne i można się tylko domyślać, jakie konsekwencje
za sobą to pociągnie. Nie kombinujmy za bardzo, po prostu zrozumiejmy zasady
rządzące naszymi ocenami społecznymi i pamiętajmy, że bywają ludzie mądrzy
i głupi, a ich działania służą albo dobru,
albo złu.
Daniel Krokosz
dkrokosz@zojcem.pl