Z zaszytej kieszeni: Koniec
tematu?
"Przegrana
bitwa z globalnym ociepleniem" niesie tytuł artykułu Gazety Wyborczej.
Rzecz dotyczy grudniowej konferencji ONZ w Kopenhadze, podczas której najgrubsze
ryby świata, tj. Chiny i Stany Zjednoczone, miały przedstawić światu, a przynajmniej tej zainteresowanej części świata, konkretne deklaracje dot.
ograniczenia emisji CO2 w swoich krajach. Tymczasem Stany Zjednoczone zapowiedziały,
że poniosą koszty redukcji CO2 tylko wtedy, gdy na ten sam krok zdecydują się
Chiny, po czym oba kraje solidarnie sprawę olały. W odpowiedzi posypała się
lawina rozgoryczonych głosów ze strony Unii Europejskiej, a także organizacji
działających na rzecz ochrony środowiska, i tak na przykład: Diane McFadzien z Międzynarodowej Organizacji Ekologicznej stawiając sprawę na ostrzu noża, ignorancję grubych ryb podsumowuje
słowami: Tacy wielcy przywódcy, a boją
się wziąć byka za rogi. Zaprzepaścili tak ogromną szansę! Inny brukselski
dyplomata w podobnym tonie dodaje: Teraz
to nie ma sensu. Skoro Waszyngton nie poda żadnej liczby, to nie będziemy zbyt
gorliwi kosztem naszych przedsiębiorców (…). Tym samym w atmosferze histerii,
żalu i rozczarowania pomysł na walkę z globalnym ociepleniem, będącym wszak realnym zagrożeniem (porównywalnym przez niektórych - tych najtrzeźwiej myślących - z lecącym w stronę Ziemi meteorytem), powoli i konsekwentnie zostaje
przesunięty pod znak zapytania. Mówiąc w skrócie: już po nas.
Jakobe Mansztajn