Trzęsienie ziemi na G8

 

 

6 kwietnia 2009 roku, w zabytkowej włoskiej miejscowości L`Aquila, zatrzęsła się ziemia z siłą ponad 6 stopni w skali Richtera. Śpiącym ludziom zwaliły się na głowę sufity, dachy, obrazy ze ścian i kwiaty z balkonów. Runęły domy, mieszkania, sklepy, kanały, tunele, a zabytki przetarły się na drobny pył. Liczba ofiar wyniosła 294 osób, a rannych koło 1500. Dobytek całego życia i dach nad głową straciło ponad 40 tysięcy osób, z których większość do dziś mieszka w specjalnych obozach i namiotach. Silvio Berlusconi ogłosił trzydniową żałobę narodową, po czym zgodził się na zwołanie kilka miesięcy później, w lipcu, szczytu G8 w L`Aquila właśnie oraz w kilku innych miejscach Włoch. Można tylko przypuszczać, jak czują się ludzie, którzy w wyniku tak ogromnej tragedii żyją całymi rodzinami pod namiotami i nietrudno dziwić się oburzeniu i licznym protestom, rozpoczętym z chwilą, kiedy wiadomość o G8 w zrujnowanym mieście obiegła świat. Okazało się, że hipokryzja przywódców najsilniejszych krajów na świecie nie zna granic, a spotkanie pod pretekstem dyskusji na temat łamania praw człowieka, społecznych i gospodarczych problemach świata oraz przede wszystkim o przeciwdziałaniu globalnemu ociepleniu pochłonęło miliony dolarów, w dużej mierze z budżetu L`Aquilli, podczas gdy pieniądze te mogły być wykorzystane na pomoc dla ofiar trzęsienia.

 

Podczas jednej z akcji protestacyjnych, grupa mieszkańców miasta wspięła się na wzgórze widoczne z okien uczestników szczytu i w związku z pojawieniem się Baracka Obamy ułożyli z ogromnych liter napis „Yes, we camp”, co jednak nie wpłynęło ani na Obamę, ani na żadnego z uczestników w jakikolwiek sposób, bo przecież nie istnieje sposób, żeby z ich  twarzy przegonić cyniczny uśmiech.

 

Liczne protesty mieszkańców i organizacji anty globalistycznych zmusiły uczestników szczytu jedynie  do nieznacznej zmiany planów i rezygnacji z wycieczki krajoznawczej.

 

 

Zuzanna Pietruczenik

zpietruczenik@zojcem.pl