Plan jest w miarę prosty
No tak, nie ma się co oszukiwać. W dzisiejszym świecie na próżno można oczekiwać wydarzenia, które radykalnie odsłoni przed człowiekiem prawdę o istocie jego egzystencji. Nie zapuka nagle nikt do drzwi i nie przywita nas śpiewem o porządku tego świata, nie poprze tego cudem, aby swój wywód uzupełnić czynem, nic takiego się nie stanie. Nie oczekujmy, że nagle niebo się odsłoni i jednocześnie zedrze tajemnicę. Szkoda, że tak nie jest, wiele ze spraw, którym przyszło nam się zajmować, ujrzałoby prawdziwy kontekst. Coraz trudniej jest nam połapać się w tej gmatwaninie twierdzeń naukowo-badawczych, rozległe opracowania na temat kosmosu, narzędzia badawcze skomplikowane i nadal zupełnie bezradne. Zamiast prawdy, globalny chaos na świecie i lękliwe zagubienie w człowieku. Co poradzić, opuścić ręce, poddać się naporowi zdarzeń, pustych i hałaśliwych jak dzisiejsza oferta na każdy dzień, rano pobudka, nerwowe poszukiwanie telefonu, pośpiech i niepowstrzymane kleszcza systemu, beznamiętne i bezlitosne. Kto raz już wpadnie w jego tryby, ten nie uwolni się aktem miłosierdzia lub przebaczenia. Tego typu formuły nie mają dziś miejsca, nie istnieją, a jeśli tak, to tylko na głupawych filmach. Prawda o dzisiejszym świecie jest taka, że jest on więzieniem dla człowieka. Nasz wybór okrojony zostaje do pozostania w posłuszeństwie wobec czynników, na które godzimy się bez dyskusji, bo „tak już jest”, jak zwykliśmy mawiać. Siedzimy przed sobą, wpatrzeni w teraźniejszość, omamienie hasłami, które krzyczą z gazet i dyktują, jak masz myśleć, kim masz być, jak rozumieć słowo wolność, jak sankcjonować prawdę nauką, czym karmić duszę, aby była skurczona lękiem i bezradnością. Siedzimy wpatrzeni w siebie i tracimy nadzieję.
Co by tu zrobić, jak poukładać codzienności, z kim podejść i porozmawiać szczerze o swoich wątpliwościach, a jak nie, to co dalej, chować się gdzieś w podziemiach własnej duszy, czy zamknąć oczy i przeczekać, albo może zatracić się w szaleństwie słabości, nałogu, czy też dać się omamić telewizji, karmić się nią każdego dnia, nie zadawać pytań, oszukiwać siebie, gromadzić, mnożyć, kombinować, gorączkowo patrzeć na boki, żeby zdążyć. Tylko gdzie niby. Jeszcze nikt na własną śmierć się nie spóźnił.
Na niebie nie ma znaków, w gazecie nie ma mądrości, a człowiek potrzebuje pomocy, chociaż coraz trudniej mu się do tego przyznać. Ból duszy ujawnia się niespodziewanie, kładziemy głowę na poduszkę, oddychamy miarowo i nagle coś w nas pęka, przez szczeliny wypełza paraliżujący lęk, owija nasze serce w kokon i tak oto stajemy się niewolnikami strachu, który staje się prawodawcą w nas samych. Ustala nam granice, nie pozwala przełamywać oporów i przeć naprzód, każe nam kłamać, troszczy się, abyśmy nie wstępowali na właściwą drogę, boi się jeszcze bardziej od nas, że któregoś dnia zdemaskujemy go i rozpoczniemy z nim walkę. Ale zamiast tej walki udajemy, że wszystko jest w porządku, nie ma co narzekać, jest jakaś praca, zdolność kredytowa, podatki w miarę na czas, a w domu ciepło. Na narty się pojedzie, przytaknie, gdy zapytają jak tam, co wieczorem w domu porabiasz, no to wiadomo, książki, a jakże, czasami film, ale rzadko, nigdy telewizja sama w sobie, wiadomo przecież, a jaka jest prawda o teraźniejszości, o tym świecie, no wiadomo, źli terroryści i wojna, świńska grypa i panika, globalne ocieplenie i paranoja z żarówkami, traktat lizboński i opór głupków, którzy nie rozumieją, że to objawienie. Tak, wszystko wiadomo, ekspert powiedział to, potem tamto, ktoś obliczył, że jest tak i że większość tak sądzi i tak dlatego jest. Trzeba przetrwać, bo John w Terasie nie zapłacił na czas raty kredytu i teraz jest totalne rozpieprzenie gospodarki światowej. To jest naprawdę niezłe, myślę, że ci nieliczni, którzy znają powody tego chaosu, pękają ze śmiechu z naszej naiwności, bo jak mawiał Lenin, jest on niezbędna, żeby ludźmi rządzić.
Sądzę w głębi swojej powątpiewającej natury, że prawda tego świata nie jest tak zawiła jak ekonomiczne dysertacje. Nie jest wielce subtelna i tajemnicza niczym moja stara sąsiadka, która nie żyje od wielu lat i która odeszła pewnego wiosennego dnia w jesieni życia. Sama odeszła tak jak sama przyszła. To jest prawda o życiu. Zwyczajne sprawy są najtrudniejsze, a te, które uchodzą za złożone i trudne w swojej specyfice, są bardzo proste. I to nie wszystko, ich głoszenie wymaga odwagi, ponieważ jest tak, że szyderstwem wita się niosących pokój i średniowieczem nazywa się uniwersalnie wartości, w których nasze serce czuje się najlepiej.
Plan jest w miarę prosty. Trzeba by wejść w głąb siebie, wyruszyć na wędrówkę w celu odnalezienia złotonośnych źródeł. Myślę, że u podnóża gór, z których wypływają, znajduje się rozumienie świata i swojej drogi, a doświadczenie nabyte podczas tej wyprawy da nam świadectwo o własnych możliwościach, obnaży nasze słabe strony, rozwieje nieprzemyślane wyobrażenia o sobie, odzieli to co dla nas ważne od spraw naniesionych wiatrem tego świata. Istotą wędrówki jest siła wynikającą z konieczności porzucenia dotychczasowych przyzwyczajeń. Nowe, nieznane środowisko obarczy nas koniecznością zmian w sobie, wymusi element wewnętrznego czuwania, nowe krajobrazy rozleją w nas zachwyt nad własnym pięknem, a przetrwanie w chwilach trudnych doświadczy nas wielkością. Wszystkie te doznania wymuszą w nas refleksję, pewien rodzaj mądrości, którą przywitamy w świetle swojej duszy. Warto zamienić się w wewnętrznego wędrowca i przyjmując siebie za jedynego przyjaciela podczas tego trudnego zadania, okazać sobie zaufanie. I wierzyć i nie tracić nadziei, że spotkamy wtedy tych, którzy wiedzieni niepokojem nad stanem tego świata, podjęli podobną decyzję. Nie żałujmy straconych wygód, nie rozpaczajmy nad opuszczonym, dawnym siedliskiem. Po powrocie zjawimy się silniejsi, mężniejsi i pewni, że nasza droga nie jest autostradą zwieńczoną sztucznym światłem, ale jest zwykłą, polną ścieżką, która prowadzi w górę.
Czas płynie bez względu na nasz stan emocjonalny a dynamiczna czasoprzestrzeń kontynuuje swój marsz rytmem słońca. Prosta prawda i życiodajne działanie światła w duszy. Nocą, skryci pod jej granatowym płaszczem, zamieniamy się w prawdziwych marzycieli, których wyobraźnia podąża za głosem serca. Najwyższy czas, aby ludzie stali się niczym mitologiczni Argonauci i wyruszyli na wyprawę do krainy, w której słowo staje się rzeczywistością.
/au/